Karolina i Wojtek

Jako fotograf zawsze staram się być niewidzialnym obserwatorem. Na weselu wszystko dzieje się jednocześnie — gdzieś w kącie babcia ociera łzy wzruszenia, dzieci ślizgają się po parkiecie w za dużych butach, a para młoda próbuje na chwilę złapać oddech między kolejnymi uściskami i toastami. Najbardziej lubię te krótkie momenty pomiędzy „oficjalnymi” kadrami: spojrzenie rzucone ukradkiem podczas pierwszego tańca, drżące dłonie ojca przed oddaniem córki do ołtarza czy śmiech, który wybucha nagle przy stole o drugiej w nocy. Reportaż ślubny nie polega dla mnie na ustawianiu ludzi do zdjęć, ale na zatrzymywaniu emocji, które pojawiają się tylko raz i znikają równie szybko, jak kończy się ostatnia piosenka wesela.