Martyna Mateusz

Coraz częściej dochodzę do wniosku, że miejsce jest tylko tłem. Może robić wrażenie, ale to ludzie nadają mu charakter. Kiedy między dwojgiem naprawdę coś jest, wystarczy zamknąć za sobą drzwi i cała reszta przestaje mieć znaczenie.

Z Martyną i Mateuszem spotkaliśmy się na sesji w hotelu. Było spokojnie, bez pośpiechu i bez potrzeby ciągłego szukania kolejnych kadrów. Oni bardzo szybko odnaleźli się we własnym świecie, a ja mogłem po prostu za nim podążać. Lubię takie sesje. Nie krzyczą emocjami, tylko pokazują je w najprostszy możliwy sposób.

To jedna z tych historii, które najlepiej ogląda się powoli.